Wstąpiłem na działo. I spojrzałem na pole; dwieście dinozaurów grzmiało - „Exoprimal” [RECENZJA]
store.steampowered.com

Wstąpiłem na działo. I spojrzałem na pole; dwieście dinozaurów grzmiało - „Exoprimal” [RECENZJA]

  • Dodał: Sebastian Sierociński
  • Data publikacji: 14.07.2023, 21:20

Pytanie za sto punktów - co otrzymamy, jeżeli połączymy cykl Left 4 Dead, Ark: Survival Evolved oraz The Isle, a to wszystko doprawimy japońską wizją gamedevucapcomowym zapałem do organizowania niczym nieskrępowanej jatki? Zgadza się, nic innego jak Exoprimal, najnowsze dzieło od producenta bestsellerowego Street Fightera czy serii Resident Evil. Jak wypadł tytuł? Czy to kolejny z tegorocznych niewypałów, a może kandydat na jedną z lepszych produkcji sieciowych roku? Zapraszam do lektury recenzji gry Exoprimal w wersji na komputery osobiste. 
 
Świeżo debiutująca produkcja Capcomu to oparta na module multiplayer strzelanka z perspektywą trzeciej osoby. W niedalekiej przyszłości Ziemia boryka się z obecnością wysoko rozwiniętej sztucznej inteligencji o niepokojących skłonnościach do przeprowadzania brutalnych eksperymentów z użyciem ludzi i... prehistorycznych bestii. Wcielamy się w postać nieznanego pilota, członka elitarnego oddziału, który przy pomocy supernowoczesnych pancerzy podejmuje się zadania ujarzmienia AI i generowanych przezeń dinozaurów.  
 


Niestety, warstwa fabularna Exoprimal to element, który najlepiej przemilczeć. Fabuła wręcz odrzuca i to zarówno brakiem oryginalności, jak i sposobem przedstawienia, który dla graczy pragnących skupić się głównie na historii będzie wyjątkowo uporczywym elementem. Kolejne przerywniki filmowe odblokowujemy bowiem po rozegraniu określonej ilości meczy online, do czego twórcy zachęcają nas sugestywnym licznikiem i zakładką z fragmentami danych o poszczególnych elementach świata gry. A wystarczyłaby zakładka z krótką kampanią dla jednego gracza, co stanowiłoby również przyzwoity trening przed starciami na multi. Niestety, w tym przypadku deweloperzy mieli zupełnie inną koncepcję. 
 
Jeśli jednak przymkniecie oko na sposób przedstawienia samej opowieści, Exoprimal ma całkiem sporo do zaoferowania, przede wszystkim pod kątem gameplay’u. Gra dość szybko rzuca nas w wir akcji, gdzie u boku czwórki innych wojowników stawiamy czoła hordom pradawnych gadów. Model walki jest szczególnie satysfakcjonujący, jeśli opanujemy poszczególne klasy żołnierzy. Celny granat czy szarża potężnego tanka potrafi roztrącić grupy raptorów jak drewniane klocki, a wspólne polowanie na gigantycznego drapieżnika czy opancerzonego roślinożercę jest o tyle ekscytujące, że najmniejszy błąd może kosztować życie. Szczególnie, jeżeli w skórę wrogiego dinozaura wcieli się gracz z przeciwnej drużyny.  
 


Sam gameplay różni się diametralnie w zależności od roli, jaką pełnimy w zespole. Wspomniany tank wysuwa się na front, blokując rzekę wrogów tarczą, a medyk i żołnierz wsparcia krążą po polu bitwy, podczas gdy snajperzy ostrzeliwują przeciwników z oddali. Przy odrobinie szczęścia można trafić na zróżnicowaną ekipę graczy, która - podobnie jak w jednej z moich pierwszych rozgrywek - może przechylić szalę zwycięstwa dzięki kapitalnej synchronizacji i współpracy. Na tym polu Exoprimal zasługuje na najwyższą notę, w pełni korzystając z potencjału gry sieciowej. Tym bardziej, że o losach danej potyczki często decyduje ostateczny etap, tak więc łatwo o dynamiczną zmianę tuż przed metą. 
 
Cieszy również możliwość gry dinozaurem, choć ta trafia się stosunkowo rzadko, bo wyłącznie jednokrotnie podczas meczu i z reguły jest błyskawicznie zajmowana przez współgrających. Jeśli jednak zapamiętamy miejscrespu aktywatorów gadziej umiejętności, przez następne minuty możemy siać grozę w drużynie przeciwnej jako chociażby drapieżny karnotaur, nawiasem mówiąc przyzwoicie zanimowany i poruszający się (mimo tej futurystycznej oprawy) w realistyczny sposób.  
 


Exoprimal nie zawodzi także pod względem grafiki i – co szczególnie ważne – samej optymalizacji. Gra utrzymuje stałe 90 fps na wysokich detalach, a jako tytuł mutliplayer nie zawodzi oprawą. Wszechobecny chaos i bitewny ferwor współgrawręcz stroboskopowym wirem barw i rozbłysków, które towarzyszą walce. O ile otoczenie jest stonowane i pozbawione szczególnie urokliwych czy szczegółowych elementów, tak już same starcia mienią się momentami aż do przesady. Do tego stopnia, że sam po kilku meczach i ciągłym wpatrywaniu się w setki dinozaurów mielonych ogniem dział przyprawiłem się o ból głowy. Czego jednak nie robi się dla dobra ludzkości? 
 
Z drugiej strony Exoprimal potrafi zirytować mnogością niewielkich minusów, które wielu graczom skutecznie zepsują rozgrywkę. Nie byłbym sobą, gdybym pominął nie do końca przemyślany balans postaci, który szybko ulokuje Was na dole tabeli, jeżeli zdecydujecie się na grę mniej śmiercionośną klasą bohatera albo nie wspominając o męcząco długim czasie matchmakingu, dodatkowo wydłużonego o niepotrzebny animowany wstęp (szybko nauczycie się go na pamięć, gwarantuję). Największą bolączką samego gameplay’u jest jednak ciągła narracja ze strony obserwującego nasze poczynania antagonisty. AI przeprowadzające testy co kilka sekund wygłasza komunikaty zwiastujące rozpoczęcie kolejnej rundy, wypuszczenie hordy raptorów, bliskie zakończenie zmagań czy (o zgrozo) wyjątkowo stresujące komentarze o wypełnianiu celów misji wolniej niż przeciwna drużyna. Mechaniczna paplanina głównego przeciwnika w fabule jest twardym orzechem do zgryzienia. Szczególnie, jeśli zdecydujecie się na dłuższe posiedzenie przy komputerze czy konsoli. 
 


W ogólnym rozrachunku najnowsze dzieło spod dachu Capcomu określiłbym mianem gry pełnej swoich małych paradoksów. Bo widzicie, Exoprimal nikt nie prosił i nie każdy potrzebował, ale z pewnością wielu graczy spędzi tu dziesiątki godzin. To gra dobra, ale jednocześnie boleśnie daleka od wybitności. I wreszcie tytuł chyba sam nieświadomy własnej natury – zawieszony gdzieś pomiędzy grą-usługą i pełnoprawną strzelanką, która zadebiutować powinna raczej w modelu free to play, a zarazem pełną ambicji produkcją mogącą śmiało walczyć o miano jednej z lepszych sieciówek tego roku. Tym bardziej będzie mi więc trudno wystawić ostateczną ocenę, bo z jednej strony czas spędzony w świecie AI i wskrzeszonych dinozaurów wspominać będę bardzo dobrze i zaliczę jeszcze niejedno starcie w oddziale pilotów, ale z drugiej - zapomnę o niej tak szybko, jak tylko na rynku pojawi się ciekawsza, być może oferująca więcej gra o podobnym modelu rozgrywki. 
 
Recenzję zakończę więc nietypowo, jako że Exoprimal na liryczny łomot absolutnie nie zasługuje, a i wielu z Was chciałbym wkrótce zobaczyć na serwerach we wspólnym pacyfikowaniu prehistorycznych gadów - a więc pożegnam się z Wami krótkim wierszem w duchu narracji omawianej dziś gry, prosto z głębi serca: 
 
Mickiewicz, gdyby żył... czy grałby w „Exoprimala”? 
Tego, przyjaciele, ja nie wiem. 
Ale patrząc jak rośnie szybko dinozaurów fala, 
rzekłby: „Do Japonii mi było, pisać scenariusz w Capcomie, nie do Odessy wyjeżdżać za chlebem..."
 
Bo choć „Exo” to gra wcale niekulawa, 
Szkoda mi, ech, tej fabuły. 
Gameplay tak miodny, a ona nudnawa, 
Ktoś zażył srogie piguły...
 
 

Exoprimal – 6/10  
Plusy: 
- przyjemny model walki, krwawe starcia z setkami gadzich przeciwników
- spory potencjał do zabawy ze znajomymi. Komunikacja to podstawa
- produkcja wygląda ładnie, choć otoczenie nie szokuje ilością szczegółów
- mnogość klas i możliwości gry
- optymalizacja 

 
Minusy:
- fabuła oraz sposób jej przedstawienia
- dziwaczny bilans wśród postaci
- gameplay po czasie staje się powtarzalny

Grę do recenzji otrzymałem dzięki uprzejmości polskiego wydawcy - firmy Cenega.

Sebastian Sierociński

Student Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego. Miłośnik kina, literatury, gier komputerowych i muzyki. Kontakt: sierocinskisebastian00@gmail.com