„Geralt, co dodałeś do Białej Mewy?”, czyli next-genowy „Wiedźmin 3” na PC [RECENZJA]
cdprojekt.com

„Geralt, co dodałeś do Białej Mewy?”, czyli next-genowy „Wiedźmin 3” na PC [RECENZJA]

  • Dodał: Sebastian Sierociński
  • Data publikacji: 15.12.2022, 01:07

Look how they massacred my boy - płakał przed pięćdziesięcioma laty Marlon Brando w ikonicznej scenie z Ojca chrzestnego. Scenie, która obecnie stała się jednak przede wszystkim internetowym memem. Czy taki los czeka trzecią odsłonę Wiedźmina, a więc naszą narodową dumę i jedną z najlepszych gier, jakie kiedykolwiek ujrzały światło dzienne? Zapraszam do lektury recenzji next-genowego patcha do Dzikiego Gonu w wersji na komputery osobiste. 
 
Na wstępie chciałbym zaznaczyć, że zdaję sobie sprawę z faktu, iż zapowiadany od miesięcy update powstał przede wszystkim ze względu na konsole najnowszej generacji i to właśnie na tych platformach rozgrywka miała ulec największej zmianie, podczas gdy debiut na komputerach osobistych był jedynie nagrodą pocieszenia dla środowiska pecetowców. Po teście tej ostatniej wersji mogę jednak stwierdzić, że chyba wolałbym cieszyć się szczęściem użytkowników PlayStation/Xbox i pozostać przy przestarzałej odsłonie tytułu. Zacznijmy jednak od początku.  
 
SagęGeralcieRivii śledzę od wielu lat - zarówno tę książkową, jak i rzecz jasna komputerową oraz serialową spod dachu Telewizji Polskiej czy Netflixa. Choć ta ostatnia poprzeczkę zawiesiła bardzo nisko, wiedźmińska franczyza niezmiennie oczarowywała mnie bogactwem i różnorodnością świata. Jakie więc było moje zadowolenie, gdy next-genowy update dał mi idealny pretekst do powrotu na Kontynent. Entuzjazm zniknął jednak błyskawicznie, zaraz po uruchomieniu gry. 
 


A wszystko za sprawą optymalizacji. Jeden z najmocniejszych RTX-ów na rynku dawniej nie miał problemów, by na najwyższych możliwych ustawieniach serwować mi trzycyfrową liczbę klatek na sekundę. Obecnie na osiągnięcie konsolowych 60 fps pozwala jedynie obniżenie grafiki, a próba uruchomienia zapowiadanego ray tracingu zwyczajnie ekspediuje grę do pulpitu szybciej, niż Geralt zdąży zakląć „zaraza”. Rozwiązanie leży obecnie jedynie w eksperymentach z ustawieniami i choć Redzi już spieszą z łatkami, które bez wątpienia poprawią płynność, niesmak i poczucie goryczy pozostają. 
 
Jeżeli już uda się jednak włączyć Dziki Gon i nie przeszkadzają Wam spadki klatek, next-genowy Wiedźmin wrażenie sprawia zaskakująco dobre. Tekstury postaci ludzi i potworów są ostrzejsze, a nowy wygląd napotykanych bestii, ulepszone oświetlenie globalne czy okluzja otoczenia w wyższej rozdzielczości cieszą oko. Opcji graficznych nie brakuje i o ile dysponujecie kosmicznym sprzętem, liczbę postaci w tle, jakość terenu, wody czy gęstość trawy możecie edytować w sposób dowolny.
 


Trudno również nie wzruszyć się, słysząc Jacka Rozenka, który po udarze powraca do roli Geralta. Quest fabularny dodany w ramach aktualizacji jest krótki, ale interesujący - z typowym dla CDP humorem i pazurem. Za dreszcz emocji przy odkrywaniu nowej historii należą się polskim deweloperom gromkie brawa i pod tym względem nie mam im absolutnie nic do zarzucenia. W końcu bowiem zagospodarowano jedną z najciekawszych lokacji w grze, którą część graczy zna najpewniej jedynie z błędu umożliwiającego zdobycie jednego z najtrudniejszych achievementów w grze ;)
 
Ekscytuje również obecność nowych przedmiotów i zbroi inspirowanych serialową adaptacją powieści Sapkowskiego. Weterani ucieszą się na myśl o poszukiwaniu nowych typów pancerza, a nowi gracze tym bardziej docenią jeszcze szerszą ofertę personalizacji naszego bohatera. Na szczególną uwagę zasługuje zestaw niemal wyrywający się formą ze świata Wiedźmina, bo przypominający zbroję samuraja. 
 
Poprawiono również dość irytujące elementy w samej mechanice. Geralt już nie pada trupem po zeskoczeniu z metrowego wzniesienia, strażnicy w miastach są zwykłymi ludźmi, a nie tytanami, wreszcie poszczególne Znaki wybierzemy w płynny i szybki sposób, bez kręcenia kursorem po kole wyboru. Grę ułatwiają nawet drobne zmiany pokroju przepełnionej znacznikami mapy świata, którą teraz możemy wyczyścić odpowiednimi filtrami.  
 


Wreszcie tryb fotograficzny, na brak którego gracze narzekali od lat. Narzędzie pozwala na stworzenie autorskiego zrzutu ekranu z dowolnego momentu gry. Rozgrywkę możemy pauzować i oglądać z każdego kąta, a na fanatyków edytowania zdjęć czeka szeroki wachlarz filtrów i graficznych suwaków. Otwarcie przyznaję, że przy kreacji widowiskowych kadrów z Geraltem podpiekającym przeciwnika płomieniem Igni bawiłem się jak małe dziecko. 
 
Za te zmiany jestem wdzięczny, choć jednocześnie nie mogę oprzeć się wrażeniu, że idealny update kończyłby się na pozbyciu irytujących drobnostek i delikatnym rozszerzeniu opowieści kilkoma zadaniami pobocznymi. Tymczasem otrzymaliśmy również szereg usprawnień graficznych, które - mimo najszczerszych chęci - zwyczajnie psują rozgrywkę, bo nic tak nie rujnuje immersji jak nagły spadek płynności, gdy z pustkowia Velen Geralt przenosi się do zatłoczonego Novigradu. 
 
Koniec końców pozostaje zasadnicze pytanie – czy warto było? Po co zmieniać grę, którą dotychczas, być może na wyrost, ale określaliśmy perfekcyjną w każdym calu? Znalezienie odpowiedzi pozostawiam Wam. Mimo upływu lat i stających się obiektem drwin błędów Wiedźmin 3 wciąż niesamowicie angażował i wyglądał pięknie, nawet bez efekciarskich shaderów i tekstur zaczerpniętych z fanowskiej sceny moderskiej. Update CD Projektu można śmiało porównać do liczącego setki lat dzieła sztuki, które pewnego dnia zostaje wyretuszowane i odnowione w pełen ambicji i zapału, ale niedbały sposób. Na ten moment pozostaje nam jedynie oczekiwanie na aktualizację aktualizacji i odczuwanie déjà vumaja 2015 roku, kiedy martwiliśmy się, czy nasze komponenty nie staną w płomieniach po uruchomieniu Dzikiego Gonu...

Sebastian Sierociński

Student Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego. Miłośnik kina, literatury, gier komputerowych i muzyki.