Dobry, zły i opętany - „Evil West” [Recenzja]
flyingwildhog.com

Dobry, zły i opętany - „Evil West” [Recenzja]

  • Dodał: Sebastian Sierociński
  • Data publikacji: 21.11.2022, 21:23

Wyobraźcie sobie połączenie Red Dead Redemption, God of WarDevil May Cry. Evil West to niejako mieszanka każdej z tych ikonicznych marek, ale czy jednocześnie esencja tego, co w nich najlepsze? Zapraszam do lektury przedpremierowej recenzji najnowszej produkcji od polskiego studia Flying Wild Hog. Gra zadebiutuje jutro zarówno w wersji na komputery osobiste, jak i konsole ósmej oraz dziewiątej generacji. Lokalnym dystrybutorem tytułu jest firma Cenega.

Evil West skupia się na postaci Jesse'ego Rentiera, pełnego buty i niecierpliwości rewolwerowca, a jednocześnie członka potężnej organizacji zajmującej się zwalczaniem wszelakich bestii, które usiłują opanować tereny Stanów Zjednoczonych i doprowadzić do ostatecznej zagłady ludzkości. Kiedy siedzibę łowców pustoszą siły zła, wyruszamy do nierównej walki o ostateczne zesłanie potworów z powrotem do krainy mroku.

Fabularnie produkcja nie zachwyca, to trzeba od razu zaznaczyć. Historia jest prosta, momentami przewidywalna, a czasem nawet sprawiająca wrażenie pretekstu do pchnięcia gracza przez następne poziomy. Sytuację nie zawsze ratuje intrygująca wizja połączenia klimatu dzikiego zachodu i pełnoprawnego kina grozy. Trzeba jednak wyraźnie podkreślić - w ogólnym rozrachunku bynajmniej nie jest to wada, przez którą nie ukończyłbym tytułu z przyjemnością. Ten broni się bowiem rękami i nogami - i to niemal na każdym z pozostałych pól.

Otrzymujemy bowiem wyjątkowo krwawy i brutalny, ale nad wyraz satysfakcjonujący model walki oparty na spostrzegawczości i szybkości gracza. Szeroki wachlarz ciosów jesteśmy w stanie dowolnie łączyć w pomysłowe combosy, a sposobów na eliminację przeciwników przybywa w miarę postępów w warstwie fabularnej. Możemy chociażby wybić wroga w powietrze, gdzie następnie zrobimy z niej krwawą masę widowiskową serią strzałów z rewolweru. Inne gadżety pozwalają na przyciągnięcie bestii siłą niezwykłej rękawicy, by niedługo później cisnąć stworem w stos wybuchowych beczek, co doprowadzi do potężnej eksplozji. Przy odrobinie wprawy starcia przynoszą sporo satysfakcji, bo tylko od naszej wyobraźni zależy w jak bardzo widowiskowy sposób uporamy się z zastępami nieprzyjacielskich istot.

Tych atakuje nas naprawdę niemało. Na naszej drodze stają najróżniejsze rodzaje wampirów, wilkołaków, gigantów, zombie czy nawet opętanych samobójców. Nie zabraknie również starć z innymi rewolwerowcami. Te potrafią być wymagające, jeżeli strzelcy napadną nas w większej grupie. A jeśli już mowa o poziomie trudności - mogę śmiało zapewnić wielbicieli wyzwań, że Evil West do najłatwiejszych gier nie należy, szczególnie na wyższych poziomach trudności, choć najbardziej zagorzałych zwolenników wyrzucania monitora przez okno z pewnością ucieszy fakt dostępności trybu, w którym rozgrywka kończy się wraz z pierwszym zgonem postaci. 

Sił próbować możemy również w trybie kooperacji z drugim graczem, co bez wątpienia uatrakcyjni i przedłuży zabawę. Samodzielna rozgrywka i ukończenie głównego wątku fabularnego zajmie nam bowiem około 10-15 godzin. Czy to mało? Jak na dzisiejsze standardy, niewiele. Lecz czy to wada? Absolutnie nie. Dzięki temu w grę nie zdąży wkraść się widmo powtarzalności, a dla tych, którzy tytuł lubią wykorzystać od A do Z, pozostaje lista wyzwań i osiągnięć, z których część zajmie nam kilka ładnych godzin i wiele ponownych prób.

Deweloperów pochwalić muszę jednak przede wszystkim za kreację świata. Evil West składa się z kilkunastu zamkniętych lokacji, przez które gra przeprowadza nas wąskimi korytarzami, często bez możliwości powrotu (trzeba więc uważnie rozglądać się za znajdźkami!). Aby przejść dalej, nieraz musimy rozwikłać prostą zagadkę, odnaleźć ukryty mechanizm czy wykazać się celnością, gdy drogę umożliwi jedynie celny strzał z flinty. Nie ma tu więc mowy o otwartym świecie, choć spokojnie - brak większej swobody z nawiązką wynagradza nam bogata kreacja świata. W czasie gry odwiedzimy najróżniejsze lokacje, od ośnieżonych wiosek w górach, przez jałowe pustynie, po wnętrze gigantycznego szkieletu pradawnej bestii. Nie zabraknie szokujących wizji, chociażby upiornego lasu opanowanego przez tony gigantycznych pijawek. Całość prezentuje się na tyle ładnie i interesująco, że wręcz nie da się zaznać tu uczucia eksplorowania machinalnie wygenerowanego świata bez charakteru i wyrazu.

To właśnie obcowanie z tym niezwykłym światem przynosi chyba najwięcej przyjemności. Śledzenie dialogu kowbojów, podczas gdy po niebie sunie majestatyczny sterowiec, obserwowanie jak nasz bohater masakruje kolejne potwory na pozór tradycyjnym, a jednak napakowanym technologicznymi nowinkami orężem, samodzielne poznawanie otoczenia i odczytywanie zapisków znalezionych w pobocznych odnogach jaskiń - to wszystko buduje niezwykłą immersję, a klimat produkcji nie pozwala oderwać się od niej na dłużej.

Na duże brawa zasługuje również optymalizacja tytułu. Kilka dni przed premierą produkcja nie pozwoliła mi uświadczyć nawet garści błędów. Rozgrywka jest płynna, nie zauważyłem większych spadków klatek na sekundę, a temperatury nie stanowią powodu do niepokoju zarówno na jednym z nowszych modeli z serii RTX, jak i budżetowej karcie graficznej sprzed kilku lat. W tym przypadku jest to o tyle istotne, że przez niskie liczby fps dynamiczny charakter starć niejednokrotnie dawałby się we znaki. Nie wytykając żadnego studia palcami, jest to miła odmiana po dziesiątkach gier, które w dniu debiutu są zwyczajnie niegrywalne. 

Otwarcie przyznaję - Evil West zdołało wywołać we mnie wiele emocji. Nie zawsze były to odczucia pozytywne, ale te kilkanaście godzin spędzonych w grze w pewien sposób dało mi do myślenia. Bo widzicie, minęło już nieco czasu, odkąd Wiedźmin 3 przestał być wzorem do naśladowania dla twórców z całego świata, a myśl, że na rodzimej ziemi wciąż powstają tak intrygujące produkcje niejako napawa mnie dumą. Że Polak potrafi - to wiemy nie od dziś. A że Polak potrafi robić świetne gry, od których uczyć powinny się największe gamedevowe przedsiębiorstwa - cóż, miejmy nadzieję, że wiedzieć będzie kiedyś cały świat.

Evil West - 8/10


Grę do recenzji otrzymałem dzięki uprzejmości polskiego wydawcy Cenega.

Sebastian Sierociński

Student Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego. Miłośnik kina, literatury, gier komputerowych i muzyki.