Wulkany w Europie - czy mamy się czego obawiać?
pixabay.com

Wulkany w Europie - czy mamy się czego obawiać?

  • Dodał: Przemysław Grajny
  • Data publikacji: 07.10.2018, 12:49

W czerwcu bieżącego roku oczy całego świata zwróciły się Gwatemalę, gdzie doszło do erupcji wulkanu Fuego, w wyniku którego zginęło ponad 100 osób. Czy istnieje ryzyko podobnej katastrofy w Europie?

 

Najwięcej czynnych wulkanów występuje w tzw. Pacyficznym pierścieniu ognia. Jest to miejsce, gdzie płyty tektoniczne w najsilniejszym stopniu na siebie oddziałują. W wyniku nacisku jednej płyty na drugą, jedna z nich musi ustąpić i „wciska” się pod drugą. Skutkuje to wydobywaniem się lżejszej i gorętszej magmy na zewnątrz. Ta, która znalazła się pod ogromnym ciśnieniem, szuka ujścia.

 

 

Pacyficzny pierścień ognia 

 

Tutaj przechodzimy do meritum sprawy. Europa znajduje się na stabilnej części płyty eurazjatyckiej, za wyjątkiem pasa ciągnącego się od Alp, przez wybrzeże adriatyckie, Grecję aż do Turcji. To tutaj mamy do czynienia z Wezuwiuszem, Etną, Stromboli i Santoryn, najsłynniejszymi wulkanami w Europie.  Etna jest największym czynnym wulkanem w Europie. Co jakiś czas wyrzuca z siebie popiół i lawę, na szczęście od wielu lat nie odnotowano poważniejszej erupcji. Podobnie jak Wezuwiusz, wulkan, który w 79 roku doprowadził do słynnej zagłady Pompejów.

Na północny-wschód od Sycylii znajduje się z kolei Stromboli, jeden z czterech aktywnych włoskich wulkanów. Ostatnia erupcja miała miejsce w 2013 roku i choć jest małą wyspą, to poddany został ciągłej obserwacji naukowej. Z racji niskiego zagrożenia, Stromboli jest popularnym celem wycieczek i rejsów turystycznych, głównie ze względu na dymiący stożek. 

W środowisku wulkanologów dużo poważniej traktowane są  Pola Flegrejskie, czyli kaldera superwulkanu, którego ostatni poważny wybuch miał miejsce około 40 tysięcy lat temu, katastrofalnego w skutkach.  Od kilku lat włoscy naukowcy alarmują o wzmożonej aktywności Campi Flegrei, lecz nie potrafią przewidzieć daty ewentualnej erupcji. W bliskim sąsiedztwie kaldery znajduje się blisko milionowy Neapol. Nic więc dziwnego, że każdy ruch podłoża w tym terenie doprowadza naukowców do palpitacji serca. 

 

 

Widok satelitarny na Pola Flagrejskie i zagrożone miejscowości

 

Drugim bardzo aktywnym pod tym względem państwem jest oddalona od kontynentalnej Europy o kilka tysięcy kilometrów Islandia. Na wyspie znajduje się ponad 130 wulkanów. Szacunki podają, że połowa lawy, która wydostała się na powierzchnie ziemi w czasach historycznych pochodziła z Islandii. To właśnie tam występuje największe ryzyko erupcji, której skutki odczułaby cała Europa. Taka sytuacja miała miejsce w 1783 roku, gdy wulkan Laki wydobył z siebie 14-15 kilometrów sześciennych lawy i 12 metrów sześciennych materiału piroklastycznego. Spowodowało to obniżenie się temperatury w Europie o 1 stopień. Jak podają źródła, w ciągu jednej doby uschły drzewa wzdłuż rzeki Ems w Niemczech, a w wielu miejscach Europy zwiędły warzywa, co doprowadziło do klęski głodu. Skutkiem „ubocznym” tego wybuchu była parę lat później Rewolucja francuska. Zmiany klimatyczne i zjawiska naturalne miały i nadal mają ogromny wpływ na rozwój ludzkości. Wróćmy na Islandię.   

Tydzień po katastrofie smoleńskiej w 2010 roku Europa po raz kolejny wstrzymała oddech, gdy z Islandii dotarły informacje o erupcji wulkanu Eyjafjallajökull. Chmury gazu i popiołu skierowały się na południowy wschód, co wymusiło na władzach decyzję o zamknięciu przestrzeni powietrznej nad prawie całą Europą. Ostatecznie wulkan stracił na sile i aktualnie jest drzemiący.

Początkiem bieżącego roku głośno zrobiło się o aktywności innego islandzkiego wulkanu o nazwie Öræfajökull. Jest drzemiący od 1728 roku, lecz jak alarmują naukowcy, po 290 latach budzi się do życia. Ewentualna erupcja mogłaby zagrozić całej Islandii i spowodowałaby klęskę ekologiczną w Europie. 

 

 

Wulkan Eyjafjallajökull / fot. 14.10.2010

 

W innych krajach również znajdują się wulkany, które jednak w większości są wygasłe, jak chociażby Laacher See w Niemczech. Ostatni raz wybuchnął 13 tysięcy lat temu, pokrywając okolicę 7 metrową warstwą pyłu. Stożek wulkaniczny zapadł się, tworząc kalderę, która z czasem stworzyła jezioro – Laacher See. W ostatnich latach niemieccy naukowcy zaobserwowali bąbelki unoszące się z dna jeziora, co dało podstawy do przypuszczenia, że wulkan nie jest wygasły, lecz tylko od tysięcy lat drzemie. A jako, że znajduje się w zachodnich Niemczech, w strefie zagrożenia znajduje się praktycznie cała Europa.

 

 

Widok na kalderę, dziś jezioro Laachersee

 

Mimo dynamicznego rozwoju świata, dalej nie potrafimy okiełznać sił przyrody. Dysponujemy precyzyjnymi urządzeniami, analizujemy dane z lat poprzednich, wysyłamy ekipy naukowe do kraterów, kalder, rowów oceanicznych, badamy skały, osady, szczątki i źródła historyczne. Jeśli mamy szczęście, jakiś czas przed erupcją czy trzęsieniem zdołamy ewakuować zagrożoną ludność. W większości jednak przypadków, jedyne co pozostaje to liczyć na jak najmniejsze straty. Jesteśmy jako mieszkańcy Europy w lepszej sytuacji niż ludność zamieszkująca tereny „pierścienia ognia”, lecz nie możemy zapominać, że w naszym sąsiedztwie drzemią siły, które są w stanie uśmiercić wiele milionów ludzi. Dla wulkanologów i sejsmologów „najbliższa przyszłość” to często kilkaset lat, dlatego miejmy nadzieję, że nasze pokolenie ominie tragedia.

Przemysław Grajny – Poinformowani.pl

Przemysław Grajny

W poinformowani.pl członek działu nauka. Prywatnie student historii, miłośnik genealogii, architektury sakralnej, jak również piłki nożnej i tenisa ziemnego.