Polacy a Holokaust. Wywiad z prof. Grzegorzem Berendtem
Adam Stelmaszewski

Polacy a Holokaust. Wywiad z prof. Grzegorzem Berendtem

  • Data publikacji: 09.05.2018, 21:57

Z dr hab. Grzegorzem Berentem, profesorem Uniwersytetu Gdańskiego, naczelnikiem Biura Edukacji Publicznej oddziału IPN w Gdańsku oraz członkiem Rady Naukowej Żydowskiego Instytutu Historycznego rozmawiał Adam Stelmaszewski.

 

Adam Stelmaszewski: Na początek chciałbym poprosić Pana Profesora o krótkie scharakteryzowanie skali, w jakiej udzielana była Żydom pomoc przez ludność polskiej narodowości.

 

Grzegorz Berent: Mówimy o obszarze całej przedwojennej Polski, gdzie ok. 70% ludności było narodowości polskiej, a wśród nich większość stanowili wierni Kościoła rzymskokatolickiego. Ale nie zapominajmy też o ok. 20% innych chrześcijan, przede wszystkim o Ukraińcach i Białorusinach. Wypowiedź o sytuacji pod okupacją niemiecko-nazistowską musi dotyczyć wszystkich grup narodowych.

 

Wracając wprost do pytania, należy powiedzieć, że udokumentowanych przypadków pomocy udzielanej przez obywateli polskich - chrześcijan - jest stosunkowo niewiele. Uwzględniając nie tylko etnicznych Polaków, ale również m.in. Ukraińców czy Białorusinów jesteśmy w stanie ustalić z nazwiska do ok. 11 tys. osób. Natomiast w świadectwach ocalonych pojawiają się wzmianki o większej liczbie osób, z tym że te osoby pozostaną anonimowe, gdyż albo ratowani nie znali ich nazwisk, albo nie wspomnieli o nich. We wspomnieniach ocalałych, zwłaszcza na terenach wiejskich, dominują opisy sytuacji, w których otrzymywali oni pomoc doraźną w postaci pożywienia, krótkotrwałego noclegu czy odzieży. Jednak na ogół nie wiemy, kto udzielał tej pomocy, kiedy dokładnie pomoc ta była świadczona, ani w jakiej miejscowości.  Ocaleni tego nie zapisali, a dziś nie ma ich już z nami, więc nie możemy od nich uzyskać uzupełniających informacji. W tym stanie rzeczy jest jasne, że większość ludzi, którzy udzielili doraźnej  pomocy, pozostanie już bezimienna. My  nie jesteśmy w stanie sprawdzić, czy np. stwierdzenie danej osoby, że jej rodzice ratowali Żydów jest zgodne z prawdą. Mimo wskazanych ograniczeń dostępne, zweryfikowane informacje uprawniają do stwierdzenia, że zdecydowana większość spośród ocalonych, dzięki pomocy ludności chrześcijańskiej, przetrwała dzięki pomocy indywidualnej.

 

 Ilu Polaków było zaangażowanych w ratowanie jednej osoby, bądź rodziny żydowskiej?

 

Tutaj mamy do czynienia z różnymi sytuacjami. Znamy takie przypadki, gdy do ocalenia jednej osoby, czy jednej rodziny przyczyniło się nawet kilkanaście osób. A w przypadku Stelli Zilberstein, nawet z 67 osób przez dwa lata udzielało jej schronienia.  Ale jest i druga sytuacja, często spotykana na terenach wiejskich, kiedy Żyd przebywający w getcie, gdy orientował się, że Niemcy szykują zagładę, prosił znajomego chrześcijanina o pomoc i u niego w obejściu ukrywał się wraz z bliskimi, aż do wkroczenia Armii Czerwonej. W związku z tym nie ma tutaj mowy, żeby uratowanie tej osoby, czy rodziny mnożyć przez kilkanaście osób, a tym bardziej kilkadziesiąt osób.

 

Trzeba mocno podkreślić, że absolutnie nie polegają na prawdzie padające w przestrzeni publicznej szacunki o setkach tysięcy osób udzielających pomocy. Szacunek, że może nawet milion chrześcijan udzielało Żydom pomocy, jest wzięty z sufitu. Nie potwierdzają go żadne badania naukowe. Chrześcijan było na ziemiach polskich, przed atakiem niemieckim, ok. 30 mln, a Polaków w tym 24 mln. Oznaczałoby to, że co 24 statystyczny Polak (z dziećmi włącznie) udzielał pomocy. Zestawmy te stwierdzenia z faktem, że w miasteczkach dawnej Polski przetrwała jedna, może dwie osoby. Gdyby pomocy udzielał milion, to przetrwałoby ich znacznie więcej.

Dlaczego nie wszyscy Polacy zaangażowali się w ratowanie Żydów z Zagłady?

 

System zarządzania podbitymi społeczeństwami, stworzony przez Niemców, można scharakteryzować starorzymską maksymą: dziel i rządź. W tym przypadku okupant wykorzystywał przedstawicieli jednej narodowości przeciwko innej, a podziały starał się wywołać jeszcze w ramach poszczególnych zbiorowości narodowych. Niemcy z jednej strony starali się pozyskać sojuszników wśród ludności okupowanego terenu, a z drugiej strony ją zastraszyć. I starali się pozyskać do czasowego wykorzystania przedstawicieli absolutnie wszystkich grup narodowych, aby mieć swoją agenturę lub współpracowników znających środowisko, znających język.

 

Tych otwartych i ukrytych współpracowników znajdujemy wśród Polaków, Ukraińców, Białorusinów, Litwinów, ale też i Żydów. W latach 1941-1944 służby specjalne Niemiec tylko dla terenu dzisiejszej Białorusi wyszkoliły ponad 8 tys. agentów kierowanych do zwalczania konspiracji, wśród których byli przedstawiciele wszystkich grup narodowych, z Żydami włącznie. Niemcy dokonali tego zastraszając lub przekupując tych ludzi. W przypadku Żydów łudząc ich, że ocaleją, czy szantażując, gdy w obozach czy gettach pozostawali najbliżsi tych agentów. 

 

Z drugiej strony Niemcy wprowadzili system zastraszania. Na terenie Generalnego Gubernatorstwa, gdzie mieszkała w końcu 1941 połowa przedwojennych polskich obywateli, wprowadzono kary za pomoc Żydom przebywającym nielegalnie poza obozami i gettami, z karą śmierci włącznie. Natomiast na pozostałych terenach Rzeczpospolitej, które zostały włączone do Komisariatu Rzeszy Ukraina i Komisariatu Rzeszy Kraj Wschodni - w praktyce karano śmiercią za łamanie przepisów niemieckich. Nie było rozporządzenia, ale zabijano za odnalezienie Żydów na terenie gospodarstwa, domu, czy mieszkania.

 

Wobec tego można zrozumieć brak pomocy dla ludności żydowskiej. Dlaczego jednak niektórzy Polacy zdecydowali się wydawać Żydów Niemcom?

 

Niemcy w ramach swojej polityki dziel i rządź starali się maksymalnie zdeprawować ludność na terenie kontrolowanym przez siebie, a elementy tej deprawacji polegały na tym, że wyznaczyli nagrody materialne za pomoc w ustaleniu miejsca pobytu, zatrzymaniu, czy zabiciu osób ściganych przez organa okupacyjne, co obejmowało również Żydów. Poza tym domagali się dostarczania informacji i zatrzymywania też innych polskich obywateli, np. unikających robót przymusowych czy konspiratorów.

Zatem mamy do czynienia z sytuacją, w której tysiące ludzi - wabionych nagrodami pieniężnymi, nagrodami w postaci wódki, nafty, soli, cukru, czy rzeczy należących do zatrzymanych Żydów - zdecydowało się na udzielenie wsparcia Niemcom. W przypadku wspomnianej Stelli Zilberstein, w jej relacji pada informacja, że jedna z najbliższych jej osób przepadła wydana w ręce Niemców przez alkoholika, który za wódkę wydał co najmniej 9 osób.

 

Mamy do czynienia jeszcze z problemem powoływania policji pomocniczych na terenach okupowanych. Na terenie 4 pierwszych dystryktów Generalnego Gubernatorstwa była to tzw. Policja Polska Generalnego Gubernatorstwa, do której zmobilizowano - pod groźbą kary - w pierwszej kolejności przedwojennych funkcjonariuszy Policji Państwowej. Oni w niektórych powiatach, a może i w większości, stanowili 70% lub więcej funkcjonariuszy tzw. Policji Granatowej.  Dodajmy, formacji funkcjonującej na podstawie niemieckich, okupacyjnych przepisów.

 

Tym ludziom nakazano, poza zwalczaniem pospolitej przestępczości, również łapanie i likwidowanie osób z różnych kategorii: Żydów, partyzantów, konspiratorów, osób uchylających się od prac przymusowych w Rzeszy. Funkcjonariusze policji pomocniczych powołanych przez Niemców (Polacy, Ukraińcy, Białorusini, Litwini i inni) nieraz z dużym zaangażowaniem te rozkazy niemieckie wypełniali. Nieliczni granatowi policjanci udzielili Żydom pomocy, znacznie częściej w źródłach znajdujemy informacje, że wymuszali od zatrzymanych Żydów pieniądze za to, że ich puszczali wolno. Znamy też opisy sytuacji, w której ci policjanci byli wyjątkowo nieskuteczni, jakby nie chcieli znaleźć osób ukrywanych. Natomiast  często musieli reagować na informacje, że gdzieś przebywają Żydzi, że ktoś udziela tym Żydom pomocy. Musieli też reagować, gdy np. ktoś w biały dzień przywiózł schwytanego Żyda pod komisariat i widziały to setki osób. W jakiej sytuacji był policjant zobowiązany co najmniej do zatrzymania i dostarczenia schwytanego Żyda Niemcom, gdy widziało to setki mieszkańców? A czasami przychodził rozkaz od Niemców, którzy nie chcieli się pofatygować po odbiór, aby schwytaną ofiarę zastrzelić. Tu są znowu liczne informacje o zastrzeleniu przez granatowych policjantów złapanych Żydów, z kobietami i dziećmi włącznie.

 

Stosując przekupstwo, a z drugiej strony zastraszając, Niemcy zdołali uwikłać w proceder ścigania i unicestwiania Żydów co najmniej kilkadziesiąt tysięcy obywateli polskich różnych narodowości, nie wyłączając Polaków. Mam na myśli kilkadziesiąt tysięcy osób użytych do obław na Żydów, przeszukiwania żydowskich domów, szukania kryjówek na terenie gett. Niemcy stworzyli niezwykle skuteczny system terroryzowania miejscowej ludności. Te działania pociągnęły za sobą wiele tysięcy ofiar, gdzie bezpośrednimi lub pośrednimi sprawcami byli nie tylko Niemcy, ale też ludzie spośród miejscowej ludności i nie wolno nam odwracać się plecami do faktów. Nie są to kłamstwa, o tym mówią źródła dotyczące przestrzeni całego okupowanego kraju w granicach z sierpnia 1939 r.

 

Co Polacy mogli wówczas robić i co robili, aby pomóc Żydom?

 

Polacy i inni członkowie społeczeństwa polskiego mieli ograniczone możliwości obrony przed terrorem. Tu słusznie wskazuje jeden z historyków, że skoro polskie agendy niepodległościowe nie były w stanie zapobiec śmierci Delegata Rządu na Kraj, aresztowaniu komendanta głównego Armii Krajowej Grota-Roweckiego i tysięcy innych działaczy i żołnierzy Państwa Podziemnego, to i nie były w stanie zapewnić bezpieczeństwa także innym obywatelom.

 

Podstawową kwestią przy omawianiu relacji polsko-żydowskich jest to, że zachowania, o których rozmawiamy, nie mogły by zaistnieć w niepodległym państwie polskim. Nigdy te zachowania nie znalazły poparcia u jakiegokolwiek polskiego środowiska politycznego i instytucji polskich, w grudniu 1942 r. powołano do życia przy agendach polskiego Państwa Podziemnego Radę Pomocy Żydom. Niestety bardzo późno, gdy większość Żydów już nie żyła, a większość z tych, którzy próbowali się ratować, od miesięcy szukała pomocy na własną rękę bez wsparcia instytucjonalnego.

 

W związku z tym musimy zdawać sobie sprawę, że tysiące ludzi szukających ocalenia nie otrzymało go od instytucji polskiego Państwa Podziemnego wtedy, kiedy oni wraz z rozpoczęciem akcji Reinhardt (zagłady Żydów w Generalnym Gubernatorstwie) i pozostałych akcji ludobójczych, uciekali z gett i obozów pracy. Pomoc - i to w ograniczonym zakresie - przyszła dopiero w drugiej połowie 1942 r. Gdy powstała Rada Pomocy Żydów ("Żegota"), spośród ponad 3 mln polskich Żydów, na terenach kontrolowanych przez Niemców, żyło już tylko około 200-300 tysięcy.

 

Również mówiąc o tym, że uderzano w zdrajców i donosicieli nie możemy zapominać, że pierwsze znane wyroki na szmalcowników wydano dopiero w drugiej  połowie 1943 r. A plaga donosicieli i szantażystów zebrała najtragiczniejsze żniwo w 1942 i pierwszej połowie 1943 r. Poza tym - tych wyroków, gdzie wyraźnie ogłoszono obywatelom, że dany szubrawiec został zastrzelony za szkodzenie Żydom znamy tylko kilka.

 

W jaki sposób należy mówić o Holokauście na ziemiach polskich oraz o udziale w nim Polaków, tak pozytywnym, jak i negatywnym aby uniknąć przekłamać?

 

W narracji, jaka do tej pory dominowała, odwoływaliśmy się do pewnych pozytywnych haseł – i słusznie, bo trzeba mówić o rzeczach pozytywnych - ale dopełnienie obrazu wymaga również refleksji nad tym, jaka była skala świadczonej pomocy, kiedy zaczęto ją świadczyć, ilu osobom udzielano pomocy. Jesteśmy społeczeństwem dojrzałym i mówiąc o tamtych czasach powinniśmy uświadamiać sobie cały kompleks okoliczności towarzyszących niemieckiej akcji antyżydowskiej i akcji wymierzonej w nieżydowskich obywateli Rzeczpospolitej w związku z Holokaustem.

 

Polskie społeczeństwo było terroryzowane od września 1939 do ostatnich dni okupacji w 1945 r. Mamy do czynienia ze społeczeństwem, w którym kilkaset tysięcy ludzi już w latach 1939-1940 uczyniono bezdomnymi, wypędzając ich ze Śląska, z Wielkopolski z Pomorza i Kujaw. Uczyniono tych ludzi nędzarzami i bezdomnymi. Dodajmy też, że zniszczenia wojenne z 1939 r., zniszczenia wynikające z pacyfikacji późniejszych buntów i rabunkowa polityka władz niemieckich, w znakomity sposób zmniejszała możliwości niesienia pomocy. 

Mieszkańcy okupowanej Polski rozumieli, że niemieckie groźby nie są czcze, że Niemcy mordują za nie wykonywanie rozkazów.  To również wpływało na sposób zachowania przeciętnych ludzi, na to, że dominująca część z 31 mln nieżydowskich obywateli Rzeczpospolitej była skoncentrowana na walce o przetrwanie kolejnego dnia. Skądinąd - dokładnie tak samo zachowywali się Żydzi w gettach. Najszerzej występującą formą oporu Żydów i nie-Żydów wobec Niemców, było łamanie niemieckich przepisów aprowizacyjnych. 

 

A na ile – i czy w ogóle – był obecny ideowy antysemityzm wśród Polaków, którzy zdecydowali się pomóc Niemcom w Holokauście?

 

Jest to dobre i ważne pytanie w tym kontekście, dlatego że wśród obywateli polskich nieżydowskiego pochodzenia przed wojną przekonania antysemickie były bardzo mocno reprezentowane. Były ugrupowania, które budowały swój program nie w oparciu o solidaryzm obywatelski, ale o solidaryzm nacjonalistyczny, w tym ugrupowania polityczne polskiego obozu narodowego. Te środowiska już przed wojną domagały się zmarginalizowania udziału Żydów w polskim życiu wspólnym. Właściwie ci ludzie najchętniej widzieliby emigracje wszystkich Żydów z Polski.

 

Osoby te nie zmieniły swoich poglądów na temat negatywnego - ich zdaniem - wpływu Żydów na polskie życie społeczne. Te opinie wyrażały nawet w okresie okupacji, aczkolwiek trzeba wyraźnie powiedzieć, że żadne ze środowisk polskiego obozu narodowego (endecji) w okresie wojny  nie popierały antyżydowskiej polityki III Rzeszy. Co więcej, wszystkie emanacje obozu narodowego w prasie podziemnej podkreślały, że barbarzyństwo i zbrodniczość realizowana przez III Rzeszę jest czymś, co nie da się pogodzić z polskim sumieniem, z system wartości chrześcijan.

 

Z drugiej strony - żadna instytucja wywodząca się wprost z obozu narodowego nie stworzyła systemu zorganizowanej pomocy dla Żydów. Przedstawiciele stronnictwa narodowego nie mieli swoich reprezentantów w Radzie Pomocy Żydom. Niektórzy ludzie ze ruchu narodowego pomagali wprawdzie Żydom - znamy liczne przypadki takiej pomocy - ale oni czynili to indywidualnie kierując się humanitaryzmem, system wartości chrześcijańskich; były to indywidualne decyzje tych osób, a nie konsekwencja systemowych działań podziemia narodowego.

 

Już wynikło z rozmowy, że Polacy nie byli współodpowiedzialni za Holokaust. Zatem w jaki sposób należałoby odpowiadać tym, którzy tą odpowiedzialnością chcą nas obarczać? 

 

W ten sposób, że zachowania były różne, zachowania były w absolutnej większości determinowane przez różnego typu działania niemieckie. Mówienie o polskiej odpowiedzialności  zawiera w sobie pułapkę logiczną. Były tysiące Polaków, którzy przyłożyli ręki do działań antyżydowskich, ignorując polskie prawo i wezwania polskich instytucji niepodległościowych. Ale ich aktywność nie może obciążać kilkudziesięciu milionów uczciwych Polaków, a wśród nich szczególnie tych, którzy narażali życie, ratując Żydów.  Za retoryczne uznaję pytanie, czy naród i państwo polskie mają ponosić odpowiedzialność za prywatną aktywność kilkudziesięciu tysięcy osób deprawowanych i nakłanianych do zła przez Trzecią Rzeszę Niemiecką. Państwo polskie i ogół Polaków nie ponosiło za to odpowiedzialności. Natomiast nie można dopuścić do sytuacji, w której ci ludzie pozostaną ukryci, chowając się za polskimi sprawiedliwymi wśród narodów świata, unikając odpowiedzialności, przynajmniej w wymiarze historycznym.

 

Dziękuję za rozmowę.