Gangi w Polsce #1: "Pershing"
poinformowani.pl/K.Truszkowski

Gangi w Polsce #1: "Pershing"

  • Dodał: Karol Truszkowski
  • Data publikacji: 05.12.2019, 08:25

Dziś mija dokładnie 20 lat od śmierci jednego z największych gangsterów w dziejach Polski. Niniejszym rozpoczynamy na portalu poinformowani.pl cykl nieregularnie publikowanych artykułów, który będzie poświęcony polskiej przestępczości zorganizowanej. Zawarte w artykułach treści będą oparte na materiałach zewnętrznych, a także na wspomnieniach z dzieciństwa autora, który całe życie jest związany z okolicami Pruszkowa i Warszawy. Zostaną krótko przedstawione życiorysy poszczególnych gangsterów i ukazane na zdjęciach miejsca z nimi związane.

 

Andrzej Kolikowski ps. "Pershing" to chyba największy polski gangster w historii. Urodził się w 1954 roku w Ołtarzewie k. Warszawy. Uczęszczał do szkoły zawodowej, w której uzyskał zawód mechanika samochodowego. Do półświatka wstąpił w latach 70., kiedy to dzięki Jeremiaszowi Barańskiemu ps. "Baranina" wyjechał do Niemiec. Zgromadzone tam pieniądze pozwoliły mu na podjęcie działalności w Polsce. W latach 80. otworzył dom gry, który przynosił wielkie zyski. Równoległe zajmował się z własnym ożarowskim ugrupowaniem wymuszaniem haraczy. W latach 90. grupa stała się częścią "Pruszkowa". Gang m.in. opodatkował automaty do gier w całej Polsce i przemycał samochody. Z czasem wpływy Kolikowskiego rosły i miał pod sobą kilkuset gangsterów. Przyjaźnił się też z politykami, np. z wicepremierem Ireneuszem Sekułą, a także miał układy ze służbami, zarówno przed jak i po 1989 roku. Mimo kilku procesów, został skazany tylko raz (odsiedział w więzieniu 2 z 4 lat), ale nigdy mu nie udowodniono kierowania grupą przestępczą.

 

Jak więc jest to możliwe, że tak potężny i, jak się wydaje, nietykalny człowiek z kontaktami zginął w wieku 45 lat? Oczywistym jest, że jeśli ktoś ma ogromne wpływy i zyski, to szybko wzbudzi zainteresowanie osób trzecich. Nie inaczej było w przypadku "Pershinga", który stanowił konkurencję dla gangsterów z i spoza "Pruszkowa". Na jego życie przeprowadzono kilka zamachów. Kolikowski jednak niczego się nie obawiał i ślepo wierzył w przepowiednię jasnowidza, według której miał umrzeć z przyczyn naturalnych w podeszłym wieku. Był to fatalny błąd, o czym gangster przekonał się dokładnie 20 lat temu - 5 grudnia 1999 roku. Ok. godziny 15:40 został zaatakowany przez 2 osoby na parkingu przy Polanie Szymoszkowej w Zakopanem, kiedy ładował swój sprzęt narciarski do samochodu. Dosięgnęło go co najmniej 8 kul z pistoletu maszynowego. Zmarł ok. godziny 16:45. Został pochowany na cmentarzu przy rogu ulic Parkowej i Umiastowskiej w Ołtarzewie.

 

 

"Pershing" brał życie garściami. Latał do Stanów Zjednoczonych, aby oglądać walki Andrzeja Gołoty, namiętnie uprawiał hazard i obstawiał wyścigi konne. Przyjeżdżał regularnie do Zakopanego w celach wypoczynkowych, często bawił się na dyskotekach. Mieszkał w willi z basenem i kortem tenisowym. Krótko mówiąc - żył jak król. Jego grób jest skrajnie inny - prosty, zwyczajny, ale ciągle w dobrym stanie. Przy nazwisku widnieje emocjonalny napis Najukochańszemu tacie - córka. Można wielokrotnie złamać prawo, ale wciąż jest się tylko człowiekiem, a członkowie rodziny mogą dalej widzieć po prostu swojego ojca, brata, siostrę czy syna. Niektórzy mieszkańcy Ożarowa Mazowieckiego i okolic komentowali w prasie 20 lat temu, że mimo wszystko "Pershing" był dobrym człowiekiem, który pomagał wszystkim. Jego śmierć była zaskakująca. Dorośli nie dowierzali w to, co widzieli w mediach, natomiast okoliczne dzieciaki zaczęły coraz częściej bawić się nie w "wojnę", a w "mafię" (co w sumie polegało na tym samym, ale zamiast w żołnierzy wcielano się w gangsterów), a czasami nawet nawiązywać do "Pruszkowa" i samego "Pershinga" w pracach domowych. I choć czasy się zmieniły - nadal można usłyszeć o nim wiele pozytywnych głosów, a jego grób jest czasami odwiedzany przez turystów. Nie omijają go też ci, których głównym celem jest przyjechanie do pochowanych na cmentarzu obok żołnierzy Wojska Polskiego poległych w 1939 roku. Tylko ktoś jak Kolikowski, człowiek z klasą, mógł wykręcić taki numer, żeby nie zostać potępionym przez społeczeństwo za swoją działalność przestępczą, a zyskać szacunek trwający do dziś.

 

Źródło: Mafia PL, własne

Karol Truszkowski

Miłośnik geografii, historii XX wieku, ciężkiej muzyki i japońskiej popkultury. Absolwent Wydziału Geografii i Studiów Regionalnych Uniwersytetu Warszawskiego.